Lejb Zylberberg

Żyd z Klimontowa opowiada

Dochodzimy do wsi Jasieniec. Tam jest pański dwór. Dochodzimy do chłopskiej chaty i pytamy chłopa o drogę do Woli Soleckiej. Prosimy go o mleko, odpowiada, że nie ma mleka. Mojemu bratu wyrwało się „Musi być”. Chłop przestraszył się. Myślał, że jesteśmy partyzantami, i dał nam mleko – czysta śmietana, spytał, czy chcemy jeszcze. Jasne, że nie odmówiliśmy. Pieniędzy za mleko chłop nie wziął i poszliśmy dalej. Przyszliśmy do Woli Soleckiej. We wsiach Wola Solecka, Dziurków, Słuszczyn przyjęto nas dobrze. Niedaleko Słuszczyna, leżąc w lesie, widzieliśmy cwałujących na koniu ośmiu żandarmów. Brat i pozostali spali. Nie zauważyli nas. Leżeliśmy tak, w lesie, do zmroku. Nocą zaczęliśmy iść.

Byliśmy niedaleko miasteczka Tarłów. Chłop dał nam chleb i pokazał, jak ominąć Tarłów. […]

Doszliśmy do wsi. Pytaliśmy o drogę do Ożarowa. Chleba nam nie dano. Zaczęło grzmieć i pokazały się błyskawice. Zaczęło padać. Nic nie widzieliśmy. Przemokliśmy. Tylko błyskawice oświetlały nam drogę. W ten sposób podeszliśmy 2 km od Ożarowa. Podeszliśmy do chatki, zapukaliśmy, mieszkała tam wdowa. Kupiliśmy u niej mleko, jajka, spytaliśmy się, jak ominąć Ożarów. Pokazała nam, jak iść przez pola i ominąć miasto. Doszliśmy do wsi Grochocice. Weszliśmy do chłopa. Daje nam chleb i mleko i pokazuje nam, dokąd iść. Przyszliśmy do wsi Pielaszów. Miałem tam znajomego z naszych okolic, który ożenił się w tej wsi.

Poszliśmy do niego i prosiliśmy, by nas nad ranem wpuścił. Powiedział, że to niemożliwe, bo jest sołtysem wsi i mieszka ze swoimi szwagrami. Z tego powodu poszliśmy do lasu, by pozostać tam przez dzień. […] Przez głowę przechodzą mi czarne myśli. Idziemy do wsi Gołębiów. Tam dochodzę do chaty i pytam o mieszkanie mojego znajomego. Proszę go o trochę jedzenia. Odmawia nam. W okręgu sandomierskim nasza sytuacja pogarsza się. Chłopi nie chcieli dać nawet trochę wody. Wychodząc ze wsi, słyszymy śpiewy pijaków. Położyliśmy się w zbożu i kiedy nastała cisza, weszliśmy na główny trakt prowadzący do Klimontowa. Wkrótce doszliśmy do Goźlic. Tam poszliśmy do chłopa, gdzie schowany był nasz znajomy. Zapukaliśmy. Chłop niechętnie odpowiedział. Pytamy o tego Żyda, mówi nam, że tamten odszedł, bo poprzedniej nocy.

Lejb Zylberberg, Żyd z Klimontowa opowiadał, z języka żydowskiego przełożyła Sara Arm, cyt. za: J. Tokarska-Bakir, Okrzyki pogromowe Szkice z antropologii historycznej Polski lat 1939–1946, Wołowiec 2012, s. 249.